KIZU

Linia fabularna: między 2-3 rozdziałem (tom 2)

 

Banda Bizonów wróciła do swojej bazy zachwycona odniesionym tego dnia zwycięstwem.

 

To jak dotąd nasza najlepsza akcja!

 

- Te pizdy Baldura się tego nie spodziewały! Darli ryja jak pojebani!

 

- Jak zwykle wygraliśmy dzięki strategii Rikiego!

 

- Właśnie! Zebraliśmy ich wszystkich razem i rozjebalismy za jednym zamachem! Zwycięstwo absolutne!

 

Banda Baldura już od dawna konkurowała z Bizonami, którzy w końcu stwierdzili, że nadszedł czas zemsty.

 

Prosta sprawa. Silniejsi zwyciężają, a słabsi stają się ich zdobyczą - tak głosiła jedna z zasad slumsów. Tutejsi mieszkańcy już dawno przyzwyczaili się do okrucieństwa. Natomiast Bizoni byli wyjątkowo zadowoleni ze swojego nieoczekiwanie wybitnego osiągnięcia. Starali się powstrzymać przed złośliwymi żartami, ale nijak nie potrafili zetrzeć ze swoich twarzy zadowolonych uśmieszków. 

 

W slumsach nie było za wiele atrakcji, więc nawet głupia kłótnia w związku była za nią uważana. A żeby dostać prawdziwy zastrzyk adrenaliny, mongrele dzień w dzień jeździli z zawrotną prędkością na swoich hot rod-aerobike'ach. Robili wszystko, na co mieli ochotę, nie myśląc o konsekwencjach i nie mogąc nic poradzić na przytłaczające uczucie beznadziejności. Natomiast wojny band, w których jeden niewłaściwy ruch mógł doprowadzić do śmierci, były najbardziej pobudzającą atrakcją. 

 

- Cholera, nadal się jaram!

 

- Zapomniałeś jaki odwaliłem kawał roboty?! Zaco jak mnie zobaczył, to spierdolił!

 

- Co? A, tak, tak!

 

- Bizoni są najlepsi!

 

- My jesteśmy najsilniejsi!

 

Zgodnie z zasadami slumsów wiek nie stanowił przeszkody dla statusu. Nie zważając na to, że większość z nich miała po szesnaście lat, Bizoni byli powszechnie znani jako "Królowie Płonącej Strefy", czym bardzo się szczycili.

 

Większość nocy spędzali na piciu przeterminowanego, taniego alkoholu, lecz dzisiaj mieli ze sobą drogi trunek wysokiej jakości, który ukradli z bazy Baldura. Euforia, którą wywoływał, była milion razy lepsza niż paskudny posmak po halucynogennym Stoucie, który pijali w Ceresie.

 

Dzisiaj pochłaniali jedzenie i opróżniali butelki w takich ilościach, jak gdyby następny dzień miał nigdy nie nastąpić. Śpiewali i tańczyli. Śmiali się głośno gadając ze sobą nawzajem. 

 

Jedynym człowiekiem, który podczas tego święta miał zły humor, był Riki, lider Bizonów. Co chwila zerkał krzywo na członków bandy, upitych ekskluzywnym trunkiem skradzionym podczas bitwy. 

 

Szlag! Powinienem się cieszyć z tego, że pokonaliśmy Baldura, a mam na wszystko wyjebane.

 

Ściskając w ręce butelkę "Greeda" - przemytniczego, slumsowego trunku - Riki opadł na kanapę i zazgrzytał zębami. 

 

Oczywiście, że wiedział dlaczego tak jest.

 

To wszystko przez niego

 

W Midasie spotkał Blondy z Tanagury, jednego z najpotężniejszych przedstawicieli społeczeństwa - z tych, którzy sprawowali władzę na szczycie surowego systemu kastowego. 

 

W chwilach, kiedy Riki przypomniał sobie, jak nieskazitelnie wyglądał nieznajomy mężczyzna, wszystko ściskało mu się w środku. 

 

Organiczny mózg zamknięty w sztucznym ciele poruszającym się z niewiarygodną precyzją. I ten głęboki głos, w którym wyraźnie dało się wyczuć nutki chłodnego obrzydzenia. 

 

"Zawsze jak ci coś nie wychodzi, bierzesz pierwszą lepszą osobę z ulicy i zarabiasz w ten sposób?"

 

Pomimo tej szyderczej uwagi przypominającej Rikiemu, że został schwytany na gorącym uczynku na ulicach Midasu, w głosie Blondy nie dało się wyczuć rozbawienia. Riki słyszał tylko lodowatą pogardę, która wryła mu się głęboko w pamięć i nie zamierzała odpuszczać.

 

Szlag!

 

Powoli zbliżał się do wrzenia - krew pulsowała w żyłach przepełniona gniewem i wstydem.

 

"Więc rób co każę. Pokrzycz dla mnie i uznamy sprawę za zamkniętą. To wszystko, czego od ciebie wymagam. Tylko tyle."

 

Kiedy Blondy pochylił się nad nim, Riki jeszcze dobitniej poczuł na sobie otaczającą go aurę niepodważalnej wyższości i zagrożenia. Blondy wciąż trzymał jego ręce unieruchomione wysoko nad głową i Riki był zdany na jego siłę fizyczną i seksualne techniki.

 

Riki został z haniebną świadomością tego, że mężczyzna zrobił z niego całkowitego debila. Nie był w stanie przełknąć tej gorzkiej prawdy. Nie mógł odrzucić ją na bok i udać, że nic się nie stało. 

 

Jak gdyby Blondy rzucił na niego klątwę, która pożerała dumę Rikiego jeszcze długo po tym, jak poniżające spotkanie dobiegło końca.

 

Zamknij się!

 

Riki wziął łyka z butelki, którą trzymał w ręce, ale nijak nie potrafił uciszyć tego bezlitosnego głosu, odbijającego się echem w jego głowie.

 

"Sprzeciwiasz się tylko słowami. Wygląda na to, że wy wszyscy tylko szczekacie, ale nie gryziecie."

 

Ten głos ciągle brzmiał w jego głowie zatruwając świadomość.

 

Wystarczy!

 

Fakt, że tamtej nocy został złapany podczas kradzieży kart, jeszcze bardziej nasilał jego wstyd. Blondy z Tanagury sprawił, że ostatecznie zrozumiał nikczemność swojego istnienia.

 

Riki nie chciał tego pamiętać, ale ironiczny głos wciąż szeptał mu do ucha. Nie chciał tego słyszeć. Nie chciał sobie przypominać tego, że on sam sprowokował ten poniżający seks.

 

Spiął się kiedy przypomniał sobie jak mężczyzna przeniknął w niego palcem i z chłodną znajomością fachu dotknął prostaty. Bezlitosna stymulacja najwrażliwszego punktu wkrótce doprowadziła go do granicy.

 

"A tu mamy źródło twoich doznań. Musisz go dokładnie zapamiętać."

 

Jego głowa powoli pękała z bólu.

 

Nie, nigdy! Odpierdol się!

 

Blondy miał rację. Mimo bezczelności i licznych prób sprzeciwiania się, jego ciało pragnęło więcej i potrzebowało tego nawet kiedy jego zranioną dumę wdeptano w ziemię. 

 

Ściskając mocno butelkę, wreszcie dopił jej zawartość desperacko próbując myśleć o czymś innym... 

 

"Jeszcze z tobą nie skończyłem..."

 

Riki prawie się zachłysnął.

 

Nie potrafił pozbyć się tych rwących duszę wspomnień. Dręczono go i gnębiono tak długo, póki nie był już w stanie tego znieść. A najgorsze w tym wszystkim było to, że jego duch został złamany.. a jemu się to podobało. 

 

Riki z całej siły cisnął butelką o ścianę i ta rozbiła się z ogłuszającym hukiem.

 

Na chwilę w pomieszczeniu zapadła całkowita cisza.

 

- Coś się stało?

 

- Co jest?

 

- Co z tobą nie tak, do cholery?

 

Wszyscy członkowie bandy wgapili się w Rikiego zaskoczeni tym nagłym przejawem agresji.

 

Guy podszedł powoli.

 

- Co się stało? - zapytał swoim jak zawsze miękkim głosem.

 

- Wszystko w porządku, - Riki z nieco winnym wyrazem twarzy oblizał dolną wargę.

 

- Na pewno?

 

- Tak... Nie zwracajcie uwagi, po prostu mam słaby humor.

 

Guy już chciał drążyć, ale się powstrzymał.

 

- Nie ma sprawy. Wszystko gra, - odpowiedział lekko i rozsiadł się obok Rikiego jak gdyby nigdy nic.

 

- Żałuję.

 

- Czego?

 

- Rozbiłem butelkę.

 

Guy nie zdołał powstrzymać cichego śmiechu.

 

- Jak chcesz, możesz później pozamiatać, - zaczął delikatnie głaskać jego włosy jakby uspokajając swojego upartego młodszego braciszka.

 

Towarzysze zaczęli szeptać między sobą.

 

- Popatrz na Guya!

 

- Jakby któryś z nas to zrobił, Riki by go zajebał.

 

- A Riki jest pociągający. Ciężko odwrócić wzrok.

 

Riki miał gdzieś reakcję otoczenia, a jego zły humor jak gdyby wyparował pod wpływem czułych dłoni Guya.

 

- No już, starczy! Zachowujesz się jak kretyn! - Riki strzelił Guya po ręce, po czym prychając z niezadowoleniem oparł się o niego łokciem. 

 

- O co chodzi? - spytał Guy.

 

- Chcę spać.

 

- Dobrze. Możesz położyć mi głowę na kolana. 

 

Nie odpowiadając Riki zwinął się na kanapie, położył głowę na jego kolanach i jedna ręką owinął go w pasie. 

 

Co mogło aż tak wytrąci Rikiego z równowagi?

 

Guy westchnął cicho. Kiedy Riki w milczeniu wtulał się w niego tak mocno, miał wrażenie, że od czasu kiedy razem żyli w Centrum Opieki, nic się nie zmieniło.

 

Nie wiem, dlaczego ostatnio jesteś taki spięty i rozdrażniony. Z resztą to nie ma znaczenia. Jestem tu z tobą, czyli tam, gdzie moje miejsce, więc wszystko będzie dobrze. A teraz odpocznij. I pamiętaj, Riki, jestem twoim partnerem. Wybaczę ci wszystkie twoje słabości.

 

Uspokojony świadomością, że jest jedyną osobą, która może sobie na to pozwolić, czule ucałował Rikiego w czoło. 

 


Comments: 3
  • #3

    Kamila (Thursday, 06 December 2018 21:14)

    Dziękuję za dodatek :)

  • #2

    Ania4567 (Thursday, 06 December 2018 16:36)

    Dzięki bardzo za dodatek =) <3

  • #1

    korred (Thursday, 06 December 2018 07:42)

    Dzięki :)